niedziela, 15 czerwca 2014

O Krzysiu, który chciał podziękować Panu Jezusowi za Jego miłość

Miał szczęście ten nasz Krzysio do dobrego wychowania, które z miłością przekazali mu rodzice. Już jako malec wiedział, że za każde otrzymane dobro trzeba podziękować. Każdemu. Cioci za cukierki na urodziny. Babci za ciepłą kurteczkę i nieprzemakalne rękawiczki. Na katechezie pani katechetka opowiadała o miłości Pana Boga. Do każdego. Do dobrego i złego człowieka. Do dorosłego i takiego maleńkiego, jak dzieci z "zerówki". I choć już nie raz Krzysio słyszał te słowa, to tym razem wywarły na nim takie wrażenie, że zaczął zastanawiać się, jak odpowiedzieć Panu Jezusowi na Jego miłość. Jak mu podziękować, bo przecież miłość to coś dobrego. Niedługo później, na kolejnych lekcjach, pani katechetka mówiła o pięknych świątyniach. O ich historii, wyglądzie. Gdzieś między wierszami padło określenie, że często w dowód wdzięczności za otrzymane dary zamożni ludzie wznosili świątynie. Krzysiowi wtedy przyszedł do głowy pomysł, aby wybudować kościół. Popołudniu na placu zabaw wybrał piaskownicę, jako miejsce centralne, w którym powstanie świątynia. Z pobliskich trawników poznosił różne materiały. Któryś z sąsiadów przeprowadzał właśnie remont. Pozostawione przez niego cegły, kawałki płyt regipsowych oraz inne "śmieci" wydały się dla Krzysia doskonałym materiałem. Niestety na jego nieszczęście przygotowania placu budowy zobaczył pan z sąsiedniego bloku. Co ty tu chłopcze robisz? - krótko i zdecydowanie zapytał. - Ja? Ja buduję kościół, proszę Pana! - z dumą powiedział Krzysiu nie spodziewając się nadchodzącej burzy, mówiąc delikatnie, niemiłych słów. - Ja ci tutaj zaraz wybuduję... Zabieraj te śmieci z piaskownicy. To jest plac zabaw, a nie plac kościelny. Krzysiu posłusznie odnosił z takim trudem zdobyte materiały. Nie czekał już nawet na podziękowania zdenerwowanego sąsiada, ale biegiem wrócił do domu. Umęczony i smutny, bo przecież nie udało mu się podziękować Panu Jezusowi za Jego miłość. Wydawało się, że Krzysiu dał za wygraną. Do miejscowej parafii, w niedzielę misyjną przyjechał ksiądz z Afryki ze swoim kolegą. Mieszkaniec Afryki, zupełnie czarny, wzbudził najpierw strach u dzieci, ale gdy zaczął śpiewać i tańczyć podczas kazania porwał serca wszystkich dzieciaków w kościele. Biały misjonarz tłumaczył dzieciom, jak wygląda Msza święta w Afryce, że są tańce i bardzo głośne śpiewy. Gdy już kończyło się kazanie misjonarz prosto wytłumaczył, że ten czarny pan jest z Afryki, a on sam pochodzi z tutejszej parafii. Dodał jeszcze, że kiedyś zapragnął mówić innym ludziom o miłości Pana Boga, by w ten sposób podziękować Jemu za darmową miłość. W głowie Krzysia zabłysła nowa myśl: zostanę misjonarzem. Po powrocie do domu, gdy mama z tatą poszli do babci, Krzysiu wyciągnął największą walizkę. Spakował trochę maskotek - to na prezenty. Zabrał kilka koszulek, bo ciepłe ubranie w Afryce się nie przyda. Na koniec pocałował porcelanową świnkę i rzucił nią o podłogę. Tyle pieniędzy wystarczy na bilet do Afryki - pomyślał. Jeszcze tylko kanapki na drogę. Trochę się nabrudziło w kuchni, ale mama to posprząta. Gdy już był prawie gotowy do wyjścia wrócili rodzice. Od razu zauważyli pootwierane szafy, stłuczoną skarbonę i rozsypane jedzenie na podłodze. Krzysiu, co się tutaj stało - spytała wystraszona mama. - Mamo, jadę na misje, do Afryki - zdecydowanie odpowiadał synek. - Do Afryki? Na misje? - nie mogła zrozumieć mama, ale po chwili z lekkim uśmiechem dopowiedziała - nigdzie nie pojedziesz! Jak skończysz 18 lat, to wtedy będziesz decydował, a teraz wypakuj walizkę i posprzątaj ten korytarz. Wszystko udało się sprzątnąć. Tylko skarbonka została potłuczona. Po całej tej pracy Krzysiu zmęczony udał się do swojego pokoju i tam zasnął. We śnie zobaczył Pana Jezusa. Poznał Go od razu, bo wielokrotnie widział go na obrazach. Ucieszył się, ale po chwili spochmurniał. Zaczął we śnie płakać, bo przypomniał sobie, że nie zdążył podziękować Panu Jezusowi za Jego miłość. Pan Jezus zdawał się tym nie przejmować, i powiedział do niego jedno zdanie: Pozwól mi zamieszkać w Twoim sercu! Krzysiu obudził się z uśmiechem na twarzy. Zrozumiał, że być może kiedyś wyjedzie na misje, albo wybuduje kościół. To może będzie kiedyś. Ale już dziś na darmową miłość Pana Jezusa może odpowiedzieć, gdy zaprosi go do swojego serca.